Mała dziewczynka miała tylko jedno marzenie: zostać druhną na ślubie rodziców. By spełnić pragnienie chorej córeczki, para pobrała się na szpitalnym korytarzu

Gdyby miłość mogła uzdrawiać, wystarczyłoby kogoś przytulić i wziąć za rękę, a wszystkie cierpienia z miejsca stałyby się wspomnieniem.

Niestety nie żyjemy w takim, bajkowym świecie, choć chętnie uciekamy do niego w myślach. Każda dziewczynka śni o życiu z bajki. Z upływem czasu te marzenia wcale nie „blakną. Pozostają żywe i dają o sobie znać np. podczas planowania ślubu. Wiele razy, wyobrażamy sobie, jak będzie wyglądał ten niezwykle ważny dzień.

Marzymy o tym, by był wyjątkowy i piękny, byśmy jeszcze długo mogli go wspominać. Śluby są wzruszające nie tylko dla państwa młodych. Goście weselni roztkliwiają się na nich równie chętnie. Każdy, kto dobrze życzy nowożeńcom, ma tego dnia przy sobie chusteczki. O niezapomnianej ceremonii marzyli także Tania Miller i Jacob Skarratts z Australii. Nie spieszyli się ze ślubem. Mieli już dziecko i ułożone życie. Pracowali i odkładali na ślub. Planowali wszystko na spokojnie, bo chcieli, by wyglądało tak, jak w ich marzeniach.

Ceremonia miała się odbyć za rok. Plany pary legły jednak w gruzach. Choć rodzina posiadała pieniądze i możliwości, okazało się, że brak im czegoś znacznie ważniejszego, a mianowicie czasu… Gdy u ich czteroletniej córeczki Paige wykryto groźny nowotwór, każda chwila stała się cenna i ważna. Rodzice dziewczynki porzucili plany o wielkim weselu. Wyśniona ceremonia, planowana przez lata została zorganizowana w 24 godziny…

Z jakim skutkiem? O tym przeczytacie na następnych stronach.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : elitereaders.com, youtube.com



Reply