Wjechał do urzędu skarbowego 5 taczkami wypełnionymi pieniędzmi! Drobnymi monetami chciał zapłacić podatek w wysokości 3 tysięcy dolarów

Nie znam osoby, która lubiłaby załatwiać sprawy w jakimkolwiek urzędzie.

Wizyty w takich miejscach przeważnie wiążą się ze stresem, rozczarowaniem i poczuciem straconego czasu. Wydaje się nam, że mamy wszystkie potrzebne dokumenty i załatwimy sprawę od ręki, a na miejscu okazuje się, że to tylko początek długiego procesu. Urzędnicy informują, że brakuje niezbędnych podpisów, zaświadczeń, zgód i kopii dokumentów. Zamiast wszystko dokładnie wytłumaczyć, robią się niemili i mamy wrażenie, że chcą jeszcze bardziej utrudnić sprawę.

Rzadko się słyszy, że ktoś natrafił w okienku na uroczą panią, która poprowadziła go za rękę i wyjaśniła wszystko od A do Z. Przeważnie pracownicy urzędów podchodzą do ludzkich problemów lekceważąco, a swoje obowiązki wykonują niezwykle opieszale. Sprawia to, że interesanci na samą myśl o urzędzie dostają gęsiej skórki i starają się odciągnąć te nieprzyjemne spotkania w czasie. Prędzej czy później i tak trzeba będzie załatwić sprawę i stanąć oko w oko z naburmuszoną urzędniczką.

Nick Stafford z niewielkiego miasteczka Lebanon w stanie Wirginia kupił trzy pojazdy. Chciał je zarejestrować i zapłacić należny podatek, lecz nie był w stanie dogadać się z urzędnikami w Departamencie Pojazdów (DMV). Robili mu sporo trudności i od nikogo nie mógł uzyskać konkretnych informacji. Zdenerwowany Amerykanin wzniósł do sądu trzy pozwy przeciwko pracownikom DMV, lecz wszystkie zostały oddalone. Tak czy siak, musiał zapłacić podatek w wysokości 3 tysięcy dolarów. Postanowił, że teraz to on zagra urzędnikom na nosie.

Co zrobił? O tym na kolejnej stronie.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.


źródło : theboredmind.com