34-latka nie miała na kim poćwiczyć tatuowania, na warsztat wzięła więc swoich synków…

Starszemu, 13-letniemu chłopcu wyryła na dłoni piorun, młodszy otrzymał napis: Na dobre i na złe.

To nie pierwszy przykład perfidnego wykorzystania dzieci do własnych celów, o którym piszemy. Niestety, nie wszystkie matki wychowując swoje pociechy, stawiają ich dobro na pierwszym miejscu. Dla niektórych stanowią one tylko tanią siłę roboczą. Innym służą za narzędzie do spełnienia marzeń, osiągnięcia celów, chwycenia po to, co do tej pory było niedostępne.

34-latka nie miała na kim poćwiczyć tatuowania, na warsztat wzięła więc swoich synków...

Dwóch nastolatków zostało przez matkę oznaczonych na całe życie. 34-letnia Chantilly L. Thomas z Frewsburga dla zabawy i by poćwiczyć trochę swoje umiejętności, postanowiła wykonać na ich ciałach tatuaże.

13-latkowi na ręce zrobiła błyskawicę, 12-latkowi na grzbiecie dłoni wytatuowała natomiast napis: Ride or die, który w znaczy tyle, co na dobre i na złe, wbrew wszystkiemu.

34-latka nie miała na kim poćwiczyć tatuowania, na warsztat wzięła więc swoich synków...

Za takie, trwałe naznaczenie dzieci, zadanie im bólu i ran kobieta została natychmiast aresztowana pod zarzutem wykorzystania nieletnich i przekroczenia praw rodzicielskich. Co ważne kobieta nie ma żadnych uprawnień do wykonywania tatuaży. Zabieg przeprowadziła w warunkach domowych, bez zachowania sterylności, testów alergologicznych itd.

Dla niej miała to być praktyka nowej umiejętności, która w krótkim czasie mogła stać się jej nowym fachem. Dla dzieci prezent pod choinkę.

O dalszych losach lekkomyślnej kobiety przeczytasz stronę dalej.

34-latka nie miała na kim poćwiczyć tatuowania, na warsztat wzięła więc swoich synków...

wszystko poszło jednak po myśli 34-latki. Kiedy wydało się, że bezmyślna kobieta bez zastanowienia wykonała tatuaże nastolatkom, odebrano jej wszelkie nadzieje na zostanie profesjonalnym artystą tatuażu. Z aresztu wyszła za kaucją, oczekuje na proces. Jej wina jest jednak bezapelacyjna. Szeryf prowincji, w której mieszka mówi: – Kobieta nie miała żadnych uprawnień do wykonania tatuażu. Zrobiła to nielegalnie, bez zachowania należytych zasad bezpieczeństwa – mówi policjant.

34-latka nie miała na kim poćwiczyć tatuowania, na warsztat wzięła więc swoich synków...

 

Jako matka zachowała się bezmyślnie i głupio, naraziła zdrowie i życie swoich dzieci. Trwale je okaleczyła.

Jeszcze głupsze jej zachowanie wydaje się w świetle tego, że marzeniem Chantilly było zostanie profesjonalną tatuażystką. Fachowiec powinien bowiem wiedzieć, że dzieciom do 18 roku życia tatuaży robić nie wolno. Rodzice nie mogą decydować o tym, jak ich dzieci będą wyglądać po osiągnięciu pełnoletności. Trwale okaleczając swych synów kobieta odebrała im prawo decydowania o samym sobie w przyszłości.

Za parę la, kiedy dorosną i wyrosną z piorunów i wyświechtanych, szablonowych haseł, będą musieli usunąć tatuaże, co jest nie dość, że bolesne, to jeszcze nie takie tanie.

34-latka nie miała na kim poćwiczyć tatuowania, na warsztat wzięła więc swoich synków...

Nierozsądna 34-latka nie pomyślała również o konsekwencjach, jakie mogło mieć zetknięcie skóry z tuszem dla zdrowia nastolatków.

Mogła nastąpić reakcja alergiczna, prowadząca do gnicia i obumarcia tkanki. Matka dla kaprysu naraziła więc zdrowie i życie najbliższych. O ciekawym artystycznym zajęciu może zapomnieć. Po czymś takim nie przyjmie jej żaden salon tatuażu.

34-latka nie miała na kim poćwiczyć tatuowania, na warsztat wzięła więc swoich synków...

 

 

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : rebelcircus.com


Reply