95-letni staruszek kocha spacerować. Nie mógłby jednak tego robić bez pomocy sąsiadów. Ich maleńkie gesty są na wagę złota

Nie zawsze potrzeba wielkiego męstwa, czy odwagi, by pokazać, że nam na kimś zależy.

Czasami wystarczy codzienna troska, uśmiech i dobre słowo. Ludzie starsi zasługują na nie szczególnie, bo bez nich nie mielibyśmy wolności, a nasz świat pewnie dalej tkwiłby w okowach niezdrowej polityki, czy reżimu. Starsi, którzy dziś narzekają i w naszych oczach bardzo często wychodzą na zgorzknialców, gdy było trzeba, bez sprzeciwu stawali w obronie kraju, na co teraz pewnie niewielu z nas byłoby stać.

To normalne, że z czasem młodzieńcze ideały trochę w nich przygasły pod ciężarem wieku, chorób i życiowej mądrości. Podobnie jak niegdyś lotne i pełne idei umysły, ich ciała przechodzą transformację. Kiedyś gibkie i silne, wiotczeją i stają się kruche. By forma całkowicie ich nie opuściła, muszą jak najwięcej się ruszać. To już nie wiek na to, by biegać w maratonach, ale na spokojne spacery jak najbardziej.

Takie przechadzki od 65 lat urządzał sobie Harvey Djerf z Plymouth w Minnesocie. Staruszek dwa razy dziennie udawał się na swoje tradycyjne spacery po okolicy. Zwykle przemierzał około mili (1,6 km), po czym wracał do domu. Była to świetna okazja do zaczerpnięcia świeżego powietrza i rozmowy z sąsiadami. Hobby Harveya stawało się jednak coraz bardziej wymagające. Leciwy mężczyzna znacznie częściej robił sobie postój, by zaczerpnąć tchu. W trakcie kolejnych takich odpoczynków musiał przyuważyć go któryś z sąsiadów, bo po jakimś czasie, przy trasie staruszka pojawiły się specjalne „punkty”.

Więcej o nich dowiesz się z następnej strony.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : ksdk.com, wikr.com


Reply