By mieć wspaniały ślub nie potrzeba milionów i fajerwerków na niebie. Czasami wystarczy hobby, np. takie jakie mają oni

Slackline to dyscyplina sportowa polegająca na chodzeniu i wykonywaniu trików na taśmie.

Szeroką na 2,5-5 cm linę rozwiesza się i napina pomiędzy dwoma punktami (np. drzewami albo skalnymi turniami). Początkujący wieszają je nisko, kilkanaście centymetrów nad ziemią, profesjonaliści, którzy potrzebują większych dawek adrenaliny, rozciągają nad przepaściami na wysokości kilkuset metrów.

Ryzykowne hobby pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Narodziło się w Kalifornii, w dolinie Yosemite na początku lat 80. XX wieku. Jego twórcy Adama Grosowsky i Jeff Ellington (pewnie z nudów) zaczęli chodzić po łańcuchach, które otaczały parking dla samochodów. Późniejsi śmiałkowie próbowali chodzenia po linach wspinaczkowych, które ostatecznie zastąpiono szerszymi taśmami.

Dyscyplina stawała się coraz to bardziej brawurowa. Zaczęto wieszać taśmy na dużych wysokościach, a tę widowiskową formę slackline’u nazwaną highlinem.

Ryan Jenks i Kimberly Weglin z Lodi pokochali slackline do tego stopnia, że w pewnym momencie stał się całym ich życiem. Wspólne hobby sprawiło, że od początku wiedzieli, gdzie się pobiorą. Ich wspaniała ceremonia ślubna odbyła się na wysokości grubo ponad 120 m. Przysięgę wypowiedzieli, stojąc na plątaninie lin, przypominającej pajęczą sieć, zawieszonej nad pustynią Moab w Utah. Jak nietrudno się domyślić, zdjęcia z tej uroczystości, zapierają dech w piersiach.

Znajdziecie je na następnych stronach.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : huffingtonpost.com, independent.co.uk, thehearnes.com


Reply