Choć żył na ulicy, był szczęśliwy dopóki jego pies, wierny towarzysz niedoli nie zachorował. Nie stać go było na operację zwierzęcia, ale na jego drodze pojawiły się anioły!

Dla większości ludzi bezdomnych, jest tylko jeden priorytet: przetrwanie.

Niejednokrotnie wiąże się ono z wystawaniem na rogach ulic, muzykowaniem, malowaniem portretów obcym ludziom, lub wypraszaniem u nich drobnych datków, byle tylko zapłacić za kolejny posiłek. Życie ludzi bezdomnych jest trudne i surowe, jak ziemia na której kładą do snu głowy. Często jednak mimo życiowego zakrętu na którym się znaleźli, ich samopoczucie, czy stosunek do innych wcale na tym nie cierpi.

Choć żył na ulicy, był szczęśliwy dopóki jego pies, wierny towarzysz niedoli nie zachorował. Nie stać go było na operację zwierzęcia, ale na jego drodze pojawiły się anioły!

Przez biedę, w której żyją, bardziej doceniają, to, co mają. Są dobrzy i prostoduszni. Takich ludzi kochają zwierzęta, które, jak dobrze wiemy, nie ciągną do złych i oschłych ignorantów. Dla nich nie liczy się to, co mamy w portfelu, lecz to, co w naszym sercu.

Czasem ludzi bezdomnych otacza więc wianuszek czworonogów. Zazwyczaj mają jednak przy sobie psa, który wiernie towarzyszy im w niedoli. Psom ludzi biednych, mieszkających na ulicach z reguły, wcale nie żyje się źle. Nie mają może wygodnych leżanek, specjalnych gryzaków, czy zabawek, zawsze jednak jest przy nich ktoś, kto je kocha, interesuje się nimi, dba o nie i pielęgnuje. Na takie zainteresowanie nie mogłyby liczyć w niejednym bogatym domu, w którym nawet dzieci są zbywane i ignorowane, a co dopiero czworonogi.

Choć żył na ulicy, był szczęśliwy dopóki jego pies, wierny towarzysz niedoli nie zachorował. Nie stać go było na operację zwierzęcia, ale na jego drodze pojawiły się anioły!

Gdy bezdomny ma do wyboru zapłacić za swój obiad, lub kupić jedzenie psu, 70 proc. wybiera zwierzę. I tak żyją, odrzuceni przez społeczeństwo, biedni, lecz szczęśliwi, bo mają siebie nawzajem, dopóki życie po raz kolejny nie wystawi im środkowego palca i nie wystawi na kolejną trudną próbę. W przypadku Pata Quinna, bezdomnego muzyka ulicznego z Adelajdy w Australii taką próbą okazała się choroba jego ukochanego psa Rosie. Choć mężczyzna bardzo się starał, nie mógł ulżyć cierpieniom zwierzęcia, pomogli mu zupełnie obcy ludzie.

O sercu, jakie okazali czworonogowi i jego bezradnemu panu, przeczytasz stronę dalej.

Choć żył na ulicy, był szczęśliwy dopóki jego pies, wierny towarzysz niedoli nie zachorował. Nie stać go było na operację zwierzęcia, ale na jego drodze pojawiły się anioły!

załamał się, gdy odkrył, że jego ukochana Rosie uszkodziła sobie więzadło w kolanie. Przejął się oczywiście cierpieniem przyjaciółki, ale zamiast rozpaczać postanowił działać, udał się do najbliższego weterynarza, gdy jednak usłyszał, ile kosztuje operacja psiaka, oczy wyszły mu z orbit. Lekarz wycenił ją na 3 tys. dolarów! Nie było na to stać bezdomnego, który na ulicy zarabiał na bieżące utrzymanie. Mimo to nie poddał się i twardo postanowił oszczędzać.

Choć żył na ulicy, był szczęśliwy dopóki jego pies, wierny towarzysz niedoli nie zachorował. Nie stać go było na operację zwierzęcia, ale na jego drodze pojawiły się anioły!

Oszczędzał na sobie. Nie dojadał i był wycieńczony, narażając się na śmieszność udał się nawet zapytać o kredyt w banku, wszelkie jego wysiłki spaliły jednak na panewce. Kiedy Rosie zaczęła nie domagać i mieć problemy z poruszaniem niespodziewanie, znikąd nadeszła pomoc. Przypadkowe spotkanie sprawiło, że los Patta i Rosie całkowicie się odmienił.

Tamtego dnia pewna kobieta była umówiona ze znajomymi na mieście. Przechodząc ulicą, dostrzegła na niej niespotykany obrazek. Bezdomny, wychudzony mężczyzna pochylał się nad psem i ze szklistymi oczami, karmił go resztką kanapki. Pies nie ruszał się, był w jeszcze gorszym stanie od pana. Wzruszona kobieta podeszła do tej dwójki. Usłyszana od mężczyzny historia tak ją poruszyła, że postanowiła jakoś pomóc przyjaciołom wyjść z patowej sytuacji.

Choć żył na ulicy, był szczęśliwy dopóki jego pies, wierny towarzysz niedoli nie zachorował. Nie stać go było na operację zwierzęcia, ale na jego drodze pojawiły się anioły!

znajomą była Laurel Lainio. Laurel sama cierpiała z powodu uszkodzonego kolana, wiedziała więc, jaki ból musi przeżywać zwierzę. Kobiety nie było stać, by wyłożyć ze swej kieszeni całość sumy na operację, założyła więc konto na GoFoundMe, gdzie krótko opisała cel kampanii. Wkrótce na konto zaczęły wpływać pieniądze. Kiedy było ich już 1000 dolarów, do Laurel zgłosiła się Veronica Wah, kolejna obca osoba, weterynarz, która postanowiła pomóc. Lekarka za 1/3 ceny wykonała niezbędną operację.

Choć żył na ulicy, był szczęśliwy dopóki jego pies, wierny towarzysz niedoli nie zachorował. Nie stać go było na operację zwierzęcia, ale na jego drodze pojawiły się anioły!

O dziwo nawet wtedy na konto na GoFoundMe nie przestały wpływać datki. A od sklepu Goble & Sons. Rosie dostała zapas karmy, ubrania i grzejącą matę. Patt nie może nadziwić się ludzkiej dobroci i czułości: – Jestem w szoku, to wszystko jeszcze do mnie nie dociera – mówi uliczny artysta.

Historia jego i jego ukochanego psa pokazuje, że nawet ci, którzy czują się najmniejsi, zapomniani przez Boga, świat i ludzi, mogą doświadczyć odmiany smutnego losu. Życie jest nieprzewidywalne, rządzi nim przypadek i ludzkie odruchy, które warto, by były odruchami współczucia.

Choć żył na ulicy, był szczęśliwy dopóki jego pies, wierny towarzysz niedoli nie zachorował. Nie stać go było na operację zwierzęcia, ale na jego drodze pojawiły się anioły!

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej. źródło : people.com, onegreenplanet.org, facebook.com, gofundme.com, petguide.com

Reply