Od 14 lat regularnie jeździ na pogrzeby. Nie robi tego z potrzeby serca, lecz dla korzyści! Ludzie mówią, że jest zwykłą hieną

Ludzie nie znoszą pogrzebów, ale chodzą na nie, bo przeważnie nie mają wyjścia.

Gdy umrze bliski znajomy, sąsiad czy ktoś z rodziny głupio nie pojawić się na ceremonii. W końcu znało się nieboszczyka od dawna i wypadałoby go godnie pożegnać. Najgorzej jest na cmentarzu. Wówczas musimy patrzeć na lamenty bliskich zmarłego i często czujemy się bardzo nieswojo. Zaczynamy się zastanawiać nad życiem i śmiercią, a niekiedy wyobrażamy sobie pogrzeby najbliższych i swój własny.

Kiedy trumna z ciałem zniknie pod ziemią, przychodzi czas na coś przyjemniejszego. Żałobnicy udają się na stypę. Na tym uroczystym poczęstunku powinno się przede wszystkim ciepło wspominać zmarłego, ale często ludzie zapominają, po co tam przyszli. Zamiast refleksji są żarty, objadanie się ponad miarę i plotkowanie o członkach rodziny. Ze stypy można wynieść bardzo cenne informacje, np. można się dowiedzieć, że jedna kuzynka się rozwodzi, a druga oczekuje piątego dziecka.

Istnieją osoby, które uwielbiają pogrzeby. Nie chodzi tu o księdza, organistę, grabarza czy właściciela firmy pogrzebowej, którzy biorą za swoje usługi pieniądze, ale o zwykłych ludzi. Do miłośniczek ceremonii pogrzebowych należy mieszkanka Slough — Theresa Doyle. 65-latka od 14 lat regularnie bierze udział w pogrzebach. Jednego dnia jest w stanie obskoczyć nawet kilka smutnych „uroczystości”.

Po co na nie jeździ? O tym na kolejnych stronach.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.


źródło : metro.co.uk


Reply