Gdy ją zobaczyli, z miejsca pokochali i zdecydowali się adoptować. Jeśli miłość od pierwszego wejrzenia w ogóle istnieje, to są jej najlepszym przykładem!

Kiedy mówimy o uczuciu od pierwszego wejrzenia, zwykle mamy na myśli dwójkę zakochanych.

Każde, rodzące się uczucie wygląda tak samo. Są motyle w brzuchu, a zakochani są sobą zauroczeni i wpatrzeni w siebie, jak w obrazek. Ta faza szybko jednak mija i niewiele ma wspólnego z miłością. Prawdziwe, dojrzałe uczucie przychodzi później, jest oparte na wzajemnym zaufaniu, pełnym oddaniu i trosce o drugą osobę.

Naukowcy dawno już orzekli, że miłość od pierwszego wejrzenia zwyczajnie nie istnieje, a ich słowa przyjęliśmy za pewnik. Historie takie jak ta podają jednak w wątpliwość podobne dogmaty. Sprawiają, że zaczynamy myśleć, że miłość od pierwszego wejrzenia istnieje, a światłe umysły, po prostu nie wiedziały, gdzie tej miłości szukać. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że para patrząc na twarz obcej dziewczynki, nagle zaczyna czuć z nią niezwykłą więź? Jak wyjaśnić fakt, że jedno zdjęcie wywołuje tyle uczuć, że dorosły człowiek w ułamku sekundy postanawia spakować walizki i wyruszyć na koniec świata, po obce dziecko, które chce obdarzyć ciepłem i miłością?

Dokładnie tak sprawa miała się bowiem z Chrisem i Eryn Austin z Georgii. Para, która miała już dwójkę swoje dzieci, wypatrzyła w internecie zdjęcie małej srebrnookiej Chinki. Patrząc na dziecko, poczuli jak ich serca ogarnia miłość, bez wahania zadecydowali o tym, że przygarną małą i obdarzą ją uczuciem, którego nigdy nie zaznała. Przemierzyli pół świata, by dotrzeć do Primrose i zabrać ją do domu.

Jak z perspektywy czasu wspominają tę podróż? Czytaj na następnej stronie.

imrose urodziła się z jaskrą. Jedynie jej prawe oko jest w stanie wychwycić odrobinę światła. Oprócz tego nie widzi nic, a jej mają dziwny i piękny zarazem srebrny odcień. Mała Chinka ma również problemy ze słuchem. Z powodu schorzenia, z jakim przyszła na świat jej biologiczni rodzice ją porzucili, zostawiając w sierocińcu. Z perspektywy czasu, można śmiało stwierdzić, że wyszło jej to na dobre.

Znalazła bowiem kochający dom i rodziców, którzy obdarzyli ją uczuciem jeszcze za nim po raz pierwszy ją spotkali.

Para nigdy nie pożałowała podróży do Chin. Jak sami mówią, zakochali się na zabój, nieprzytomnie i bezinteresownie. Dla osób, które ją krytykowały, a ich decyzję o adopcji traktowały jako nieodpowiedzialną fanaberię Eryn zawsze miała celną ripostę:  – Pojechaliśmy, mimo ludzi, którzy uznali, że oszaleliśmy. Zdecydowaliśmy się na adopcję, nawet nie znając pełnej diagnozy Prim. Pojechaliśmy dla dzieci w naszym domu i dla samych siebie. Pojechaliśmy, bo kochamy i chcemy walczyć i zmienić jej życie – nic dodać, nic ująć.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : wittyfeed.com, paigeewingministriesdotcom3.wordpress.com


Reply