Gulia wpadła do otwartej studzienki kanalizacyjnej. Niebezpieczny i wyjątkowo paskudny upadek skończył się lepiej niż mogła śnić

Setki ludzi wierzą, że w naszym życiu nic nie dzieje się bez przyczyny.

Jedni są zdania, że losami kieruje przeznaczenie. Drudzy sądzą, że wszystko, co nas spotyka, jest zaplanowane z góry i zapisane w niebie. Jeszcze innym wydaje się, iż to ślepy los, albo fortuna plączą ludzkie losy. Niezależnie od tego, co kto myśli, każdy ma jednak pewne przeświadczenie, że nad nami ktoś czuwa i popycha w konkretnym kierunku.

W tym, co nas spotyka nie zawsze potrafimy dostrzec niezwykły sens. Czasami ulegamy przeświadczeniu, że wszystko jest sprawą przypadku. Niekiedy natomiast (zwłaszcza, gdy dzieje się coś złego), nie potrafimy rozpoznać w tym niczego poza złośliwością i okrucieństwem.

Sensu w przykrym, niebezpiecznym i wyjątkowo nieprzyjemnym wypadku, nie potrafiła dojrzeć również 31-letnia Gulia Yarullina. Rosjanka z Tatarastanu, czynnie zaangażowana w poszukiwania zaginionego 10-latka wpadła do odkrytej, niezabezpieczonej studzienki kanalizacyjnej. Upadek był bolesny. Przerażona kobieta była doznała urazu kręgosłupa. Z wolontariuszki niosącej pomoc w jednej chwili zmieniła się w ofiarę potrzebującą ratunku.

Szczęście w nieszczęściu wraz z kobietą zaginionego chłopca szukał jej syn. Kiedy matka zniknęła mu z oczu, zaczął się za nią rozglądać. Do Gulii doprowadziły go przerażające krzyki kobiety. Chłopak dobiegł do otworu, w którym zniknęła 31-latka i zajrzał do jego wnętrza. To, co tam odkrył przestraszyło go nie na żarty.

Dalszą część artykułu znajdziesz na następnej stronie.

ty odkrył coś, czego przerażona i spanikowana kobieta nie dostrzegła. W ściekach, do których wpadła oprócz niej znajdował się ktoś jeszcze, a mianowicie Burat, chłopiec, którego poszukiwała policja i wolontariusze, w tym sama Gulia.  Kiedy ranna kobieta w końcu ujrzała 10-latka, przestraszyła się jeszcze bardziej. Myślała, że malec nie żyje. Miała prawo tak myśleć, chłopiec leżał bowiem bez ruchu i nie reagował na okrutne wrzaski i nawoływania wolontariuszki.

W końcu jednak maluch wybudził się ze swego rodzaju śpiączki, w którą zapadł na skutek zimna i odniesionych ran. To nadzieja na ratunek sprawiła, że chłopczyk otrząsnął się i zaczął walczyć o życie. Służby nie pozostały obojętne na krzyki dwójki uwięzionych w kanalizacji poszkodowanych. Nad włazem do studzienki zgromadzili się ratownicy. Rozpoczęła się akcja wydobywania chłopca i Gulii z ciasnej studzienki. Ratunek przyszedł w samą porę. W okolicy spodziewano się bowiem potężnej zamieci. Chłopiec z pewnością zamarzłby na śmierć, gdyby nie został tak szybko odkryty.

c przeżył. Miał ciężką hipotermię, ale żył. Lekarze z miejscowego szpitala orzekli, że jego uratowanie było cudem, znaleziono go bowiem na góra godzinę przed całkowitym wychłodzeniem organizmu. Sam Burat zdradził reporterom, że stracił już nadzieję na ratunek. – Krzyczałem cały dzień, ale nikt mnie nie słyszał, nie miałem już siły i poszedłem spać – powiedział. Nie był to zdrowy sen, ale rezultat skrajnego wyczerpania organizmu.

Otwór, do którego wpadł chłopiec, znajdował się zaledwie 200 metrów od jego domu. 10-latek bawił się i nie zauważył śmiertelnej pułapki. Gdyby nie zbieg okoliczności, ta historia nie miałaby równie szczęśliwego finału. Zarówno Burat, jak i Gulia wyszli już ze szpitala. Oboje powoli dochodzą do zdrowia.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : rebelcircus.com


Reply