Horror wojny na Ukrainie w obiektywie młodziutkiej 20-letniej fotografki. Te obrazy pokazują okrucieństwo konfliktu, o którym świat tak łatwo zapomniał

Choć od wybuchu konfliktu za naszą wschodnią granicą minęły już dwa lata, walki wcale nie wygasły.

Podpisano porozumienia i traktaty, wypowiedziano milion słów mówiących o pokoju, a tak naprawdę okazało się, że wszystkie te traktaty i deklaracje mają moc tylko na piśmie. Na Ukrainie ludzie wciąż żyją w wojennym kotle, a co najgorsze świat całkowicie już o nich zapomniał, zajęty tematem terroryzmu i ustalaniem kwot syryjskich emigrantów.

Evdokiya, 77, siedzi w schronie bombowym. Ostrzał zniszczył jej dom. Od 5 miesięcy mieszka w podziemiu, Donieck.

W tym czasie w centralnej Europie trwa wojna domowa, choć już nie na taką skalę i po cichu. O tym, co się tam dzieje nie wiemy nawet my, choć mieszkamy rzut beretem od pochłoniętego konfliktem kraju. Zupełnie jakby nad ukraińskim zamętem ktoś rozciągnął zasłonę milczenia.

Nie wiedzielibyśmy również, co tak naprawdę stało się za naszą wschodnią granicą, gdyby nie ludzie tacy, jak Anastasia Vlasova.

Ta ukraińska fotograf miała zaledwie 17 lat, kiedy w lutym 2014 r. wybuchła rewolucja zwana potem EuroMajdanem. Kiedy z ogarniętego szałem wewnętrznej awantury, a potem regularnej wojny domowej zaczęli uciekać ludzie, ona została, aby udokumentować wojenną zawieruchę. Jej zdjęcia mówią o tym, co się stało i wciąż się dzieje więcej, niż mogłyby powiedzieć słowa.

Przejdź na następną stronę, zobacz obrazy i dowiedz się trochę więcej o dzisiejszej Ukrainie.

Manifestujący na EuroMajdanie rzucali kamieniami w ostrzeliwującą ich policję.

ndencje separatystyczne na wschodzie i południu Ukrainy nasiliły się po rewolucji z lutego 2014 r., tzw. EuroMajdanie, która odsunęła od władzy prezydenta Wiktora Janukowycza. Przyczyną wybuchu masowych antyrządowych protestów na Ukrainie, było odłożenie przez Janukowycza podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Protesty przerodziły się na ulicach Kijowa w rewolucję, po tym, jak ukraińskie siły specjalne podległe prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi usiłowały krwawo stłumić proeuropejskie demonstracje.

Ostrzelane przedszkole w Debalcewie, w obwodzie donieckim. Dzieci zostały ewakuowane przed ostrzałem.

Wobec tego zachodnia i centralna Ukraina zbuntowała się przeciwko władzy nastawionej prorosyjsko Partii Regionów. Kraj podzielił się na część prorosyjską i proeuropejską. Ta pierwsza oddzieliła się od Ukrainy, tworząc samozwańcze republiki doniecką i ługańską. Republiki wyzwoliły się, choć zachód starał się wspierać suwerenną Ukrainę i próbował pomóc jej zespolić kraj w jedną całość, wysyłając broń i podstawowe, niezbędne do życia środki.

Julia Novomlynets, 18 lat, oczekuje pomocy humanitarnej w miejscowym Pałacu Kultury, który służy jako schronienie w Obwodzie Mironowskim.

stety, walczące o niezależność obwody miały po swojej stronie coś więcej, pomoc Rosji, która wzbogaciły siły separatystów o swoje oddziały. Między dwoma obozami wybuchł krwawy konflikt, który pochłonął dziesiątki istnień, zaś w jego środku znalazła się młodziutka fotograf. – Robiłam zdjęcia manifestacjom na EuroMajdanie na ulicy Hrushevskoho, kiedy policja zaczęła strzelać do protestujących. Tak się bałam, denerwowałam się. Prawie płakałam, dzwoniąc do mojej mamy, ale czułam, że to moje miejsce, moja praca i nie mogę robić nic innego – mówi Anastasia.

Uczestnicy manifestacji tzw. EuroMajdanu.

Nie mogłam czuć zimna, zmęczenia lub smutku, patrząc jak tysiące ludzi ryzykuje życie dla naszej lepszej przyszłości. Tuż po tym, jak prezydent Janukowycz uciekł z kraju, Rosja zaczęła dołączać Półwysep Krymski. Głównym celem mojej pracy jest zrozumienie ludzi. Nie chcę mówić innym, że są dobrzy lub źli. Chciałam po prostu zrozumieć, dlaczego ludzie z Donbasu zaczęli posiadać separatystyczne poglądy, więc pojechałam do terenów kontrolowanych przez powstańców, mimo że byłem przetrzymywany i przesłuchiwany z powodu posiadania ukraińskiego paszportu – dodaje młodziutka Ukrainka.

Dziecko gra na kartach w miejscowym Pałacu Kultury, wykorzystywanym jako schronienie w czasie walk.

balcewie w obwodzie Donieckim, o które bardzo długo toczyła się zacięta walka pomiędzy armią ukraińską i separatystami. Miasto padło 18 lutego 2015 r. Ewakuowano setki, jeśli nie tysiące Ukraińców. Anastasia towarzyszyła im w długiej drodze do bezpiecznego schronienia. – Kiedy fotografowałam ewakuację z zadumanego Debalcewa we wschodniej Ukrainie, ukrywałam się w ratuszu. Czekaliśmy na autobus, który miał zabrać mieszkańców miejscowości do spokojniejszego proukraińskiego miasta – wspomina fotograf.

Kobieta siedzi w jednym z autobusów, który zabrał z przejętego Debalcewa ukraińską ludność.

Nikt nie wiedział, kiedy on przyjedzie, i przyjaźniłam się z ludźmi, gdy na niego czekaliśmy. 500 metrów dalej toczyła się regularna strzelanina. Byliśmy razem w tej samej sytuacji. Niektórzy twierdzą, że jestem głupia, ale nie miałam kamizelki kuloodpornej. Nie czułam, żeby moje życie było z jakiegoś powodu ważniejsze niż ich – relacjonuje kobieta.

Jak podkreśla fotograf, niestety, nie udało się ewakuować wszystkich mieszkańców miasta. Najdobitniej mówi o tym poniższa fotografia.

Krewni podczas pogrzebu 11-letniego Artema Lytkina, który został zabity 19 stycznia 2015 r. Podczas ostrzału w Debalcewie.

m 20-latki, która już zdążyła naprawdę bardzo wiele przeżyć, w tej wojnie najgorszy jest, był i pozostanie strach. Ludzie zaczęli ukrywać swoją przynależność, dumę narodową, przywiązanie do umiłowanego kraju, który opuścił ich. Pozostali zostawieni na pastwę separatystów. Wojna była nieoczekiwana i gwałtowna. Mogła rozszerzyć się w dowolną stronę, czego okrutnie bała się i lęka nadal bohaterka tego artykułu.

Separatysta sprawdza pojazd w punkcie kontrolnym w pobliżu wsi Izvarino, Obwód Ługański. Chłopiec ma na sobie tradycyjną ukraińską haftowaną koszulę.

Moja dobra przyjaciółka i mentorka Anastasia Taylor-Lind, która również udokumentowała EuroMajdan, mawiała, że wojna jest osobista. Zawsze zostawiasz odciski palców na zrobionych zdjęciach. Nie jestem historykiem, mówię tylko co widziałam i czułam. Najgorszy był strach. Zawsze będę się obawiać, że wojna może przyjść do mojego rodzinnego miasta Chersoniu, gdzie rodzice wciąż żyją, bo to nie jest daleko od linii frontu i zawsze będę się bała, że coś może się zdarzyć mojemu chłopakowi, który służy w armii jako wojskowy sanitariusz – wyznaje Anastasia.

W tym, co stało się na Ukrainie, najgorsze jest to, że tak naprawdę konflikt się nie zakończył. Po prostu przestano o nim mówić. Końcem czerwca br. rozejm w okręgu donieckim był naruszany 11 razy, a ukraińskie pozycje były przez separatystów ostrzeliwane m.in. z moździerzy i granatników. Obwód Ługański ostrzeliwano w tym czasie 15 razy.

Codziennie przywożą rannych do Dniepra, Charkowa i Zaporoża. Są też zabici. Konflikt nie tylko się nie kończy, ale odczuwamy jego eskalację. Ludzie mieszkający tam odczuwają, iż nikt już o nich nie pamięta – relacjonuje aktualną sytuację na wschodniej Ukrainie biskup pomocniczy diecezji charkowsko-zaporowskiej Jan Sobiło.

Ciało jednego z pasażerów znalezione w pobliżu miejsca katastrofy malezyjskiego samolotu MH17, który rozbił się podczas lotu nad Donieckiem.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : demilked.com


Reply