Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Podobno wraca do nas tylko to, co dajemy światu. Jeśli przekazujemy mu dobro i piękno, wróci ono do nas podwojone.

Gorszy los czeka nas, gdy dajemy tylko ból i cierpienie. Kiedy nie potrafimy niczego innego, niż ranić. Gdy los innych jest dla nas obojętny, a zamiast pomóc, wolimy nagrać film, czy zrobić zdjęcie. Fotografia przedstawiona w artykule zrobiona została w czasach, których widmo obojętności nie dotknęło w takim stopniu, jak obecnie to obserwujemy.

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Dlatego na głowę jej autora wylano falę druzgocącej krytyki. Mężczyźnie zarzucano, że zamiast pomóc konającej dziewczynce skupił się na idealnym kadrze. W efekcie najsłynniejsze zdjęcie Kevina Cartera stało się przyczyną jego upadku.

Kevin Carter urodził się 13 września 1960 roku w RPA w rodzinie angielskiego pochodzenia. Kiedy był młody, próbował różnych zajęć, ale ostatecznie zdecydował się na karierę fotoreportera. Wraz z czterema innymi młodymi fotografami utworzył tzw. Bang Bang Club. Była to grupa narażających swe życie fotoreporterów znanych z tego, że za dobrym kadrem są gotowi pójść wszędzie tam, gdzie wrze wojenne piekło i gdzie baliby się pójść inni.

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Bang Bang Klub zdobył swoją reputację w obliczu śmierci i brutalnej przemocy. Carter bez zahamowań fotografował szerzące się w Afryce subsaharyjskiej niedożywienie, nędzę i ucisk. W 1993 r. znalazł się w Sudanie, dręczonym apartheidem i przeraźliwym głodem. Fotograf wyruszył do obozu dla uchodźców, aby sfotografować tamtejszą tragedię. Dotknięty widokiem umierających dzieci udał się do buszu, by móc odreagować stres z nimi związany.

Właśnie wtedy na swej drodze spotkał wycieńczoną z głodu dziewczynkę, nad którą krążył sęp. Carter też postanowił zapolować… tyle że na idealne ujęcie.

Czy mu się to opłaciło? Przejdź na następną stronę, by poznać odpowiedź.

Członkowie tzw. Bang Bang Clubu.

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Kiedy sęp podleciał do wycieńczonego dziecka, a Carter chwycił za aparat. Wiedział, jaką moc będą miały zdjęcia, które wykona. Mężczyzna przez 20 minut oczekiwał w skupieniu na moment, aż sęp rzuci się na udręczone dziecko. Kiedy ptak tylko obserwował zniecierpliwiony fotoreporter zdecydował się na zrobienie zdjęcia w pozycji statycznej. Uchwycił przerażający szkielet dziewczynki z jej niepokojąco nieproporcjonalną w stosunku do reszty ciała głową. Obraz był okrutny i przenikliwie smutny. Stanowił dowód dramatu, jaki przeżywał zmożony głodem, zrujnowany kraj.

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Po zrobieniu zdjęć fotograf przegonił sępa. Nie pomógł jednak dziewczynce w żaden inny sposób. Mała chwiejnym krokiem ruszyła w stronę obozu uchodźców. Fotograf usiadł i się rozpłakał. 26 marca 1993 r. zdjęcie pojawiło się na okładce New York Timesa. Niezwykle szybko zostało przedrukowane przez wiele światowych dzienników. Rozpoczęła się droga na szczyt Cartera, która okazała się dla niego ścieżką ku przepaści.

Czytelnicy zaczęli zasypywać redakcje pytaniami, co stało się z nękanym przez sępa dzieckiem. Kiedy na jaw wyszła postawa fotoreportera, na jego głowę spadła fala krytyki. Zarzucano mu, że robi karierę kosztem ludzkiego cierpienia, że jest żądną sensacji bestią, obojętną na innych. Carter wyjaśnił później, że nawet gdyby chciał interweniować, aby pomóc dziewczynce, zostałby zatrzymany przez uzbrojonych strażników patrolujących teren.

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Dziewczynka ze zdjęcia tak naprawdę przeżyła, trafiła do centrum pomocy ONZ, gdzie dokarmiano zmorzone głodem dzieci. Tam odzyskała siły. Niestety nie przeżyła wielu lat, zmarła kilka lat później na malarię. Jej los, choć na trwale związał się z losem fotografa, nie miał już wówczas na niego wpływu. Wkrótce po opublikowaniu  (w 1994 r. ) zdjęcie Cartera wyróżniono nagrodą Pulitzera. Cierpienie dziewczynki stało się jednak nie tylko niezwykle znanym kadrem.

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Fotografia wzbudziła dyskusję. Przyczyniła się do gwałtownego wzrostu zainteresowania sytuacją w Sudanie. Tysiące ludzi zdecydowało się na przesłanie określonej pomocy materialnej. Dopiero pokazane wprost cierpienie trafiło do ludzkich serc i sumień.

Zdjęcie doprowadziło jednak do upadku fotoreportera. Wrócił on na pole bitwy, widział martwe ciała, potwornie udręczone i okaleczone. Ofiary tzw. necklacingu, czyli umieszczania podpalonych opon na szyjach więźniów. Tego, co widział nie dało się odzobaczyć.

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Fotograf wpadł w uzależnienie. Zażywał kokainę, która pomagała mu zachować czujność potrzebną w strefach bojowych. By przespać noc, upajał się i stosował marihuanę. Mimo tego śniły mu się koszmary. Prześladowali go zmarli, utrwaleni na jego dramatycznych kadrach, okrucieństwa wojny, całe zło, które widział i ocalił dla innych. 18 marca podczas strzelaniny w Takozie zginął przyjaciel Cartera z Bang Bang Clubu, Ken Oosterboek.

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Był to gwóźdź do trumny Cartera. Mężczyzna wpadł w głęboką depresję. Zaczął obwiniać się za śmierć kolegi, którego opuścił zaledwie kilka godzin przed tym, jak trafiła go zbłąkana kula.

27 lipca 1994 roku, zaledwie rok po wykonaniu jednego z najsłynniejszych zdjęć świata Carter odebrał sobie życie. W swym liście pożegnalnym napisał:

Jestem załamany. Bez telefonu, bez pieniędzy na czynsz i na alimenty. Prześladują mnie żywe obrazy zabitych i cierpiących, widok ciał, egzekucji, rannych dzieci. Odszedłem i jeśli będę miał szczęście, dołączę do Kena.

Jak twierdzą niektórzy, to, co spotkało mężczyznę, to karma, która wróciła, kiedy był u szczytu sławy. Na swoją popularność zapracował sobie w końcu szafując niewyobrażalnym ludzkim cierpieniem. Kiedy spotkał umierające dziecko, gorąco pragnął, by zaatakował je sęp, nie pomógł, naciskając spust migawki tak, jakby nacisnął spust karabinu. Zgodził się na śmierć, która rozgrywała się na jego oczach.

Zasłużył na cierpienie, którego doświadczył?

Ta fotografia wstrząsnęła światem. Kryje się za nią smutna historia nie tylko małej dziewczynki, ale i fotografa, do którego w opinii wielu wróciła karma

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej. źródło : rebelcircus.com

Reply