Z tym zdjęciem nie wszystko jest w porządku. Właściciel garażu nic jednak nie zauważył, a to mogło kosztować go życie…

W każdym polskim domu znajdziemy składzik.

W tym mniejszym lub większym magazynie mieści się wszystko, czego już nie potrzebujemy w domu. Rzeczy, które teraz nie są nam potrzebne, ale „może kiedyś jeszcze do czegoś się przydadzą” zwykle lądują w garażu. Trzymamy tam pudełka z za małymi ubraniami, niezniszczonymi rzeczami, z których wyrosły dzieci, książki i podręczniki, zeszyty ze szkoły, niesprawne rowery, uszkodzone meble – słowem, wszystko to, co przy odrobinie pracy, wysiłku i dobrych chęci mogłoby stać się na nowo użyteczne.

Okazuje się jednak, że niepotrzebne sprzęty chomikują nie tylko Polacy. Składy i składziki, magazyny i garaże wypełnione gratami mają ludzie z całego świata. O ile takie zbieractwo nie jest chorobliwe, zwykle nie bywa niebezpieczne. W tym wypadku podkreślić trzeba jednak słowo zwykle. Zakamarki garażu mogą bowiem stać się śmiertelnie niebezpieczne.

Przekonał się o tym jeden z mieszkańców Buderim, który w swoim składziku nie dostrzegł nic zwykłego.

W zagraconym garażu Australijczyka skrył się jednak niebezpieczny intruz. Do składziku wślizgnął się przez jedną z małych dziur i ukrył między niepotrzebnymi sprzętami. Zauważyliście, gdzie się schował?

Swoją spostrzegawczość sprawdźcie na kolejnej stronie.

uzem, który rozgościł się w garażu przy domu mieszkańca Buderim w australijskiej prowincji Sunshine Coast okazał się wąż. Właściciel garażu dostrzegł go, gdy z przyjacielem chował w pomieszczeniu rower. Kolejnego dnia już go nie było. Pyton dywanowy ukrył się na regale pośród pudełek. Dla mężczyzny był niedostrzegalny. Znalazła go jednak Lockie Gilding, ekspertka od dzikich zwierząt wezwana na miejsce. Kobieta wiedziała, gdzie szukać. Jak powiedziała potem właścicielowi garażu, dusiciel mógł w tym miejscu obozować nawet kilka miesięcy.

Ten gatunek węża bez wody i jedzenia wytrzyma nawet kilka miesięcy, wątpliwe, by dwa dni w zamknięciu były dla niego problemem. Był szczęśliwy i zrelaksowany. Czuł się bezpieczny, nieniepokojony mógł tam siedzieć jeszcze długo – wyjaśniła Gilding.

Gdyby jednak ktoś niepodziewanie go poruszył, czy dotknął, mógł zaatakować.

Na szczęście jednak zainterweniowała ekspertka. Ostrożnie uniosła zwierzę, umieściła w worku i wypuściła na wolność w jego naturalne środowisko. Tylko jej spostrzegawczości dziękować może właściciel garażu za swoje bezpieczeństwo.

 

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : dailymail.co.uk


Reply