Żołnierz bez broni został bohaterem. Uratował 75 kompanów z piekielnego potrzasku!

Panuje przeświadczenie, że na wojnie trzeba zabijać. 

Odbieranie życia wrogom jest czymś, co żołnierze na froncie robią codziennie. Choć pewnie potem mszą to „odchorować” i jakoś przetrawić, nie sposób się przed tym uchronić, ani tego uniknąć. Komandosi w wywiadach bardzo często mówią o tym, że w sytuacji on, albo ja wybór jest oczywisty, nie ma czasu na momenty zawahania, bo mogą nas one kosztować życie. Co jednak w sytuacji, kiedy żołnierz odmawia wzięcia broni w dłoń?

Wydaje się, że w takim wypadku pójście na wojnę mija się z celem. Pacyfiści przydają się co prawda w szpitalach, ale nie na froncie. To irracjonalne myśleć, że mogliby tam cokolwiek wskórać. Jeszcze większym szaleństwem wydaje się zgłoszenie się na front na ochotnika. Równie dobrze można od razu napisać list pożegnalny i strzelić sobie w głowę. Tak przynajmniej myślałoby większość z nas, ale nie Desmond Doss, który na szczęście był największym wariatem swoich czasów, który nad zdrowy rozsądek przedkładał miłość do ojczyzny. Jego historia nie mogła mieć happy endu…

Desmond Doss urodził się w rodzinie adwentystów dnia siódmego. Gorąco wierzył w Boga i nie zamierzał rezygnować z przestrzegania przykazań nawet na wojnie, a zwłaszcza z jednego: „nie zabijaj”. Kiedy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor, a Stany Zjednoczone przystąpiły do ​​II Wojny Światowej, Doss pracował w stoczni Newport News. Dzięki pracy był żywicielem rodziny i mógł spokojnie pozostać w rezerwie, ale nie chciał być bezczynny, gdy na froncie ginęli ludzie. W wieku 23 lat dobrowolnie zaciągnął się do wojska. 

Ale kiedy Desmond Doss przybył do Fort Jackson, obozu szkoleniowego 77. Dywizji Piechoty w Południowej Karolinie, pojawił się poważny problem… Gdy Desmond był dzieckiem był świadkiem walki: jego pijany ojciec prawie zastrzelił brata swojej żony. Od tego czasu Doss poprzysiągł nie brać broni do rąk. Żadna siła na świecie nie zmusiłaby go do zmiany przekonań. Wiara też nakazywała mu nie krzywdzić innych. Doss widział dla siebie miejsce w wojskowych szpitalach i tam chciał trafić. Jego przełożeni nie zamierzali jednak kierować się zachciankami młodego chłopaka. Desmond został skierowany do kompanii karabinowej.

Przejdź na następną stronę po więcej.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.



Reply