Koncerny farmaceutyczne wykorzystały ich jako „króliki doświadczalne”. Cena, jaką za to zapłacili jest niewyobrażalna

Choć niewiele osób na co dzień zdaje sobie z tego sprawę, postęp w każdej dziedzinie naszego życia, wymagał ofiar.

Wiele osób zginęło po to, byśmy dzisiaj mogli latać samolotami, korzystać z prześwietleń promieniami rentgenowskimi i byśmy wiedzieli, że narkotyki mają na nas destrukcyjny wpływ. Niektórzy naukowcy sami na sobie testowali nowinki techniczne, których byli autorami. Inni za parę groszy zgodzili się zostać królikami doświadczalnymi wielkich koncernów.

Te firmy farmaceutyczne od niepamiętnych czasów za nic miały sobie ludzkie życie, przeliczając je tylko i wyłącznie na pieniądze. Według teorii spiskowych, gdyby nie te firmy, kolosy przemysłu farmaceutycznego już dawno dysponowalibyśmy lekarstwem na raka, czy Alzheimera. Niektóre historie z ich udziałem, gdyby wydarzyły się dziś, z pewnością znalazłyby finał w sądzie. Ludzie, skrzywdzeni przez koncerny mieli jednak pecha.

W medycznych eksperymentach wzięli bowiem udział dziesięć, dwadzieścia i sto lat temu. Ofiara z ich zdrowia, choć bezcenna dla medycyny nie doczekała się więc odszkodowania. Smutne i zdruzgotane rodziny po śmierci swych bliskich, od firm, które zburzyły im szczęście i zniszczyły życie, nie dostały zaś ani grosza. Ci ludzie nic nie wiedzieli o ryzyku, jakie podejmują. Zgłaszając się do badań, liczyli na szybki, łatwy zarobek drobnych pieniędzy, które mogły zalepić jakąś dziurę w ich budżecie. Eksperymenty medyczne zostawiły ich jednak w rozsypce, a niektórzy ponieśli w ich wyniku największą z ofiar.

Przejdź na następną stronę, poznaj sylwetki męczenników medycyny i odpowiedz sobie na pytanie, czy ich ofiara była konieczna.

ong>Ronald Maddison

W 1953 r. Młody lotnik RAF-u, Ronald Maddison, zmarł po kontakcie z sarinem (silnie toksycznym środkiem bojowym) w Porton Down w Wiltshire. W badaniu Maddison został poinformowany, że pomaga znaleźć lekarstwo na przeziębienie. Za udział w eksperymencie medycznym dostał 15 szylingów i trzy dni urlopu. Planował wykorzystać pieniądze, aby kupić pierścionek zaręczynowy dla swojej dziewczyny, Mary Pyle. Nie zdążył.

Po tym, jak jego ciało zetknęło się z nasączonym trucizną kawałkiem materiału, mężczyzna spłynął potem, stracił słuch, dostał drgawek i w końcu przestał oddychać. Zmarł mimo reanimacji i podania adrenaliny.

Jesse Gelsinger

18-letni Jesse Gelsinger miał stan zwany niedoborem transkarbamylazy. W praktyce objawiało się to tym, że jego organizm nie pozbywał się amoniaku.

Jego choroba była śmiertelna u niemowląt, on jej jednak jej nie odziedziczył, ale nabył poprzez mutację genetyczną. Chcąc pomóc nauce zgłosił się na badania kliniczne na Uniwersytecie w Pensylwanii, których celem było opracowanie leczenia niemowląt urodzonych z chorobą. Tam został mu wstrzyknięty gen „naprawiający mutację”. Chłopak tego nie przeżył, a badania zostały zawieszone.

ong>Ryan Wilson

W marcu 2006 r. ośmiu mężczyzn zgłosiło się na ochotnika do wypróbowania nowego leku z nadzieją na znaczne poprawienie leczenia raka poprzez manipulowanie układem odpornościowym. Za udział w eksperymencie otrzymali po 2 tys. funtów. Wkrótce po przyjęciu medykamentu sześciu z ośmiu pacjentów (dwóch otrzymało placebo) drżało i krzyczało w agonii, gdy próba się nie powiodła, a ich narządy zaczęły puchnąć. Lekarze walczyli o życie młodych mężczyzn.

Najmłodszy z nich, Ryan Wilson (21 lat) spędzić cztery miesiące w szpitalu po przebytej chorobie serca, wątroby i niewydolności nerek. Stracił część nóg. Poczerniały i poodpadały mu paliczki palców. Mężczyźni do dziś nie wiedzą, co tak zaszkodziło ich ciałom. Próbę przeprowadzono w szpitalu Northwick Park w Londynie. Za badania odpowiadał koncern Parexel, amerykańska międzynarodowa firmę doradcza branży nauk przyrodniczych.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : ebaumsworld.com


Reply