Nawiedzona lalka mruga, mimo że nie ma oczu i powiek. Jej właścicielka błagała, by ktoś ją od niej zabrał

Choć Nie wszyscy wierzymy w nawiedzone domy, przedmioty, czy zjawiska paranormalne.

Każdy z nas musi jednak przyznać, że nie wszystko da się wytłumaczyć naukowo. Niektóre rzeczy są zupełnie nielogiczne. Nie potrafimy ich wyjaśnić ani przejść obok nich obojętnie. Mrożą nam krew w żyłach. Możemy o nich czytać, ale wolelibyśmy nie być bohaterami tych historii. Niestety nie każdemu dane jest trzymać się z dala od podobnych zjawisk. Niektórzy są na nie skazani. 

Nawiedzone domy, czy przedmioty często są w naszych rodzinach od pokoleń i bardzo trudno jest się ich pozbyć. Tak właśnie było w przypadku 116-letniej lalki, pamiątki rodziny Julie. Kobieta zgłosiła się do badacza zjawisk paranormalnych, Miki Yorka z poruszającym apelem. Praktycznie błagała go, by zabrał od niej rodzinną pamiątkę.

Jak powiedziała, lalka była w jej rodzinie od 1903 r. Przechodziła z rąk do rąk, od prababci do babci i w końcu trafiła do niej. Julie jednak od początku wiedziała, że coś jest z nią nie tak. W jej obecności działy się rzeczy wymykające się logice, ludzie doświadczali bólów i zawrotów głowy. Czuli dziwny niepokój.

Cała rodzina Julie nienawidziła lalki i nie chciała przychodzić do jej domu, kiedy lalka była na wystawie – relacjonuje Miki. Jak mówi, żeby ich nie straszyć, Julie przeniosła ją na poddasze i zamknęła w pokoju na klucz. Z przerażeniem słuchała potem w nocy dobiegających z góry kroków. Była zdeterminowana, by oddać „zabawkę”.

Czytaj dalej na następnej stronie.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.



Reply