Potwory w ludzkiej skórze dla kaprysu oblały ją kwasem. Kto robi takie rzeczy?

Nudziło im się, więc oblali bezdomnego psa kwasem. Co za ludzie robią takie rzeczy!?

Gdzieś po szarej ulicy jednego z małych miast włóczą się nastolatkowie. Jest ciepło jak to w Indiach o tej porze. Nie ma co robić, bo skończyły się papierosy, a z piłki zeszło powietrze. Nagle obok zaparkowanego tuż obok samochodu dostrzegają samotnego psa. Wychudzona psinka ufnie spogląda w ich stronę, być może licząc na jakiś drobny smakołyk.

Nagle w głowach zwyrodnialców rodzi się chory pomysł. – A może by tak oblać ją kwasem. Będzie śmiesznie – rzuca jeden z brutali. Reszta momentalnie podchwytuje pomysł i przechodzą do okrutnego dzieła. To tylko jeden ze scenariuszy tragedii, która przydarzyła się bezdomnej Honey. Kilku napastników oblało psinkę żrącym kwasem, powodując oparzenia trzeciego stopnia. Okropne rany opatrzyli ludzie dobrego serca, którzy postanowili naprawić wszystkie krzywdy, których doznała.

Jednego dnia Hinduska Fundacja Ochrony Zwierząt odebrała sygnał o dotkliwie poparzonym psie. Gdy ratownicy przyjechali pod podany w zgłoszeniu adres, przerazili się. Honey leżała w miejscu, w którym została zaatakowana z ogromną dziurą na biodrze. Brzydka rana paskudnie się sączyła.

Psinka czekała już właściwie na śmierć. Wolontariusze postanowili, że zrobią wszystko, by ją ocalić. Z początku nie wiedzieli jednak nawet jak się za to zabrać.

Czy Honey udało się przetrwać? Dowiesz się tego z kolejnej strony. 

ę Honey do mięśni. Ratownicy, którzy przyjechali na pomoc psince, nie wiedzieli jak jej udzielić. Pierwszy raz spotkali się z tak poważnymi poparzeniami. – Prawie pół skóry na jej plecach zostało wypalone, nie wiemy jak to leczyć, ale się nie poddamy – napisali ratownicy na swoim YouTubie.  Zaczęli od dokładnego oczyszczenia rany i usunięcia pozostałości żrącej substancji. Po miesiącu stałej, troskliwej opieki ratownicy dostrzegli poprawę u psinki.

Bezdomną nazwali Honey od miodu, który aplikowali na jej gojące się rany. Oprócz czułej opieki i codziennego zmieniania opatrunków wolontariusze dali psince coś, czego brakowało jej najbardziej: bezwarunkową miłość. Skrzywdzona Honey naprawdę na nią zasłużyła.

Nie wiem, co za zwyrodnialcy byli zdolni do czegoś takiego, jestem jednak pewien, że od teraz nic się jej już nie stanie. Sam tego dopilnuję – stwierdził jeden z opiekujących się Honey mężczyzn.

Po pół roku intensywnego leczenia rany na ciele Honey zagoiły się bez śladu. Jak jednak boją się ratownicy, te w sercu psinki nie znikną tak szybko. Psinka zaufała ratownikom, poddając się bolesnym zabiegom bez wyrywania i szarpania za smycz. Obdarzyła ich też miłością. Pozostała jednak pełna niepewności i rezerwy, przez którą długo przyzwyczaja się do nowych ludzi i może mieć problemy ze znalezieniem domu.

j pory ratownicy zastanawiają się, jak ktoś mógł być tak okrutny dla tak słodkiej, niewinnej psiny. Bestii było więcej niż jednak. Najpierw właściciel rudego czworonoga wyrzucił ją na ulicę bez mrugnięcia okiem. Przeżyła głód, zniosła zimne noce i walkę o jedzenie z innymi „bezdomniakami”, których nie brak na ulicach Indii. Potem bez wyraźnego powodu została skrzywdzona. Przeszła męki, których nie życzylibyśmy najgorszemu wrogowi, dlatego, że jednej osobie brakło wyobraźni, a drugim człowieczeństwa.

Łapę wyciągnęli do niej jednak ludzie, bez których pewnie by z tego nie wyszła. Teraz biega i bawi się z innymi psami w azylu. Oby wkrótce znalazła kochający dom.

Jej trudną drogę do wyzdrowienia ilustruje poniższy filmik. Obejrzenie go z suchymi oczami graniczy z trudem!

 

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.

źródło : lifedaily.com


Reply